Estoński CIT w wersji 2.0 stał się popularną metodą opodatkowania dochodów niektórych spółek.  Jest reklamowany jako niskie i proste w rozliczeniu opodatkowanie biznesu. Na estoński CIT chyba nawet zapanowała moda. Dominuje przekonanie, że warto z niego skorzystać, bo to realna alternatywa dla małych i dużych. W Estońskim CIT nie ma rachunkowości podatkowej, liczenia podatkowych kosztów czy amortyzacji, podaje portal podatki.gov.pl. Co ciekawe, ten sam portal podaje, że na estoński CIT można przejść. Tak po prostu, można przejść, na dodatek bez żadnych opłat i utrudnień, podaje portal.

Zapewne chodzi o to, że systemowych utrudnień nie będzie stwarzać sam fiskus. Na przykład twierdząc, że estoński CIT to schemat, którego celem jest optymalizacja podatkowa skutkująca uzyskaniem niedozwolonej w danych okolicznościach korzyści podatkowej w postaci obniżenia zobowiązania podatkowego.

I rzeczywiście. Jak dotąd wydaje się, że w estońskim CIT, wersja 2.0, utrudnienia występują raczej epizodycznie. Przeważnie wątpliwości fiskusa koncentrują się wokół zagadnienia ukrytych zysków.  Kwestionowane są różne, ale jednak pojedyncze świadczenia spółki na rzecz wspólnika. Formalnie nie są  dywidendą, ale faktycznie stanowią jakąś formę przysporzenia majątkowego wspólnika. Jednym z podawanych przykładów jest czynsz, który spółka płaci wspólnikowi z tytułu najmu należącej do niego nieruchomości. Co by jednak nie powiedzieć, w podejściu fiskusa nie obserwuje się praktyk skutkujących ogólnym zniechęceniem.

 

Ale podatki to nie wszystko. Przemyślna decyzja biznesowa jest sumą wielu składowych, a podatki są tylko jedną z nich. Estoński CIT osadzony w szerszym kontekście biznesowy nie jest tak bardzo  atrakcyjny, jak go przedstawiają. Z biznesowego punktu widzenia główną wadą estońskiej formy opodatkowania jest struktura. Udziałowcami spółek na estońskim CIT mogą być tylko osoby fizyczne. I właśnie z tego powodu estoński CIT jest rozsądnym rozwiązaniem dla przedsiębiorstw tylko małych, a nie dla małych i dużych, jak to wynika z oficjalnych komunikatów i zamysłu twórców.

Duże rodzinne przedsiębiorstwa rozrosły się  i z tego powodu tworzą holdingi, a więc grupy spółek opartych na relacji dominacji i zależności. Dla dużych przedsiębiorstw odpowiednie są holdingi z tego prostego powodu, że umożliwiają dywersyfikację działalności i związanego z tym ryzyka, przy jedoczesnej koncentracji kapitału i zachowaniu jednolitego kierownictwa. Małe przedsiębiorstwa nie mają nie tylko tego typu potrzeb, lecz i ambicji. Właśnie dla nich właściwy jest CIT według estońskiego modelu.

W przypadku dużych przedsiębiorstw w podatkach liczy się coś zupełnie innego. Mianowicie swoboda przepływu kapitału, której nie ma bez podatkowej neutralności w tym zakresie.  Aby tak rozumianą neutralność zagwarantować w Unii Europejskiej wymyślono różne dyrektywy, na przykład dyrektywę  parent – subsidiary. Dyrektywa parent – subsidiary przewiduje zwolnienie dywidendy z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych, w żargonie zwanym podatkiem u źródła lub po prostu WHT. Dyrektywę u nas zaimplementowano do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, przede wszystkim pod postacią art. 22 ust. 4. Niestety, z biegiem lat przepis obwarowano restrykcyjnymi zastrzeżeniami wywiedzionymi z opacznie pojmowanego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Estoński CIT nie stanowi alternatywy dla holdingów. Przeciwnie, w  perspektywie długiej estoński CIT skazuje na małość rodzimy biznes. To szklany sufit polskiego biznesu. Stąd wniosek de lege ferenda: W podatkach potrzebny jest holdingowy restart. Potrzebny jest Holding. Wersja 2.0.

Informacje

BKS Kancelaria Radców Prawnych i Doradców Podatkowych
Bytof Kopyciński Szudek Spółka partnerska

+48 510 878 460

office@bkspartners.pl
www.bkspartners.pl

Plac Konesera 3,
03-736 Warszawa

Godziny pracy

 Poniedziałek  9:00 - 17:00
 Wtorek  9:00 - 17:00
 Środa  9:00 - 17:00
 Czwartek  9:00 - 17:00
 Piątek  9:00 - 17:00
 Sobota  zamknięte
 Niedziela  zamknięte

Newsletter